Postoje i plan dnia za kierownicą

Dobrze rozłożony dzień w trasie wygląda nudno na papierze i świetnie w praktyce. Poniżej rytm, który sprawdza się przy dystansach od trzystu do siedmiuset kilometrów.

Zaktualizowano 1 października

Leśna droga jesienią, mokre liście na asfalcie i światło między drzewami

Dwie godziny to dobra miara

Przerwa co mniej więcej dwie godziny albo co sto pięćdziesiąt kilometrów wystarcza, żeby rozprostować plecy i napić się wody. Przy dłuższych odcinkach kręgosłup zaczyna protestować, a uwaga rozprasza się na tyle, że kierowca zaczyna wyprzedzać z nudów, a nie z potrzeby.

Ta przerwa nie musi być długa. Osiem, dziesięć minut poza autem, kilka kroków i kilka skłonów robią więcej niż kwadrans siedzenia przy stoliku. Ważne, żeby naprawdę wyjść z auta — postój z ręką na kierownicy i telefonem w drugiej nie liczy się jako odpoczynek.

Pierwszy odcinek dnia jest najłatwiejszy

Rano prowadzi się najlepiej, więc to na pierwsze godziny warto zaplanować najtrudniejszy fragment trasy: przejazd przez duże miasto, długi odcinek z remontami albo drogę, której się nie zna. Zostawianie tego na koniec dnia jest najczęstszym błędem w planowaniu długich wyjazdów.

Z tego samego powodu dobrze jest wyjeżdżać wcześnie, nawet kosztem krótszego snu poprzedniej nocy. Godzina jazdy o szóstej rano jest warta dwóch godzin jazdy o siedemnastej — i pod względem ruchu, i pod względem tego, ile zostanie sił na resztę dnia.

Posiłki w trasie

Obfity obiad w połowie drogi potrafi zamknąć oczy na kolejne dwie godziny. Lepiej sprawdzają się mniejsze porcje częściej: kanapka, owoc, coś ciepłego do picia. Termos z herbatą to rzecz staroświecka i wciąż bezkonkurencyjna, bo pozwala się zatrzymać tam, gdzie się chce, a nie tam, gdzie jest bufet.

Woda ma znaczenie większe, niż się wydaje. Odwodnienie daje dokładnie te same objawy co zmęczenie: ból głowy, gorszą koncentrację, drażliwość. Butelka w drzwiach, z której naprawdę się pije, jest tańszym rozwiązaniem niż kolejna kawa na stacji.

Zmiana za kierownicą

Jeśli w aucie jest druga osoba z prawem jazdy, zmiany planuje się z góry i robi na postojach, nie wtedy, gdy kierowca już nie daje rady. Naturalny podział to odcinki po dwie godziny. Osoba, która nie prowadzi, ma jedno zadanie: nie zasypiać przed kierowcą i pilnować nawigacji.

Przy każdej zmianie ustawia się fotel, zagłówek, lusterka i kierownicę od nowa. Zajmuje to minutę i bywa pomijane właśnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne — czyli wieczorem, przy trzeciej zmianie, gdy oboje są już zmęczeni.

Kiedy przestać na dziś

Uczciwa granica dla większości kierowców po pięćdziesiątce to od pięciuset do siedmiuset kilometrów dziennie, przy spokojnym tempie i regularnych przerwach. Wszystko powyżej da się przejechać, ale kolejny dzień zaczyna się wtedy z długiem, którego nie spłaci jedna noc snu.

Dobrym sygnałem do zakończenia jazdy jest moment, w którym zaczynasz się tłumaczyć, że zostało już tylko trochę. Ta myśl pojawia się zwykle godzinę po tym, gdy warto było stanąć. Nocleg w połowie drogi bywa najlepszą częścią wyjazdu, zwłaszcza gdy nie jest wymuszony.

Do zapamiętania

  1. Przerwa co dwie godziny, zawsze poza autem, choćby na osiem minut.
  2. Trudny fragment trasy planuj na przedpołudnie, nigdy na koniec dnia.
  3. Pięćset do siedmiuset kilometrów dziennie to rozsądny sufit przy spokojnym tempie.