Jazda o zmierzchu i nocą

Po pięćdziesiątce oko potrzebuje więcej światła i dłużej wraca do formy po oślepieniu. To nie jest powód, żeby przestać jeździć wieczorami — to powód, żeby jeździć wieczorami inaczej.

Zaktualizowano 1 października

Jazda przez miasto o zmierzchu, zapalone latarnie i mokry asfalt

Co się właściwie zmienia z wiekiem

Źrenica otwiera się wolniej i mniej, soczewka przepuszcza mniej światła, a kontrasty robią się płaskie. W praktyce oznacza to, że ciemna postać na poboczu pojawia się w polu widzenia później niż dwadzieścia lat temu, a reflektory jadącego z naprzeciwka auta zostawiają po sobie plamę na dłużej.

Świadomość tej zmiany jest ważniejsza niż jakikolwiek gadżet. Kierowca, który wie, że po minięciu ciężarówki potrzebuje dwóch sekund na powrót ostrości, po prostu zwalnia przed mijanką. Ten, kto tego nie wie, tłumaczy sobie, że droga była źle oznakowana.

Szyby, lusterka i deska rozdzielcza

Brudna od wewnątrz szyba rozprasza światło i zamienia każdy reflektor w gwiazdę. To najczęstsza przyczyna wieczornego dyskomfortu i jednocześnie najprostsza do usunięcia. Szybę czyści się dwoma ściereczkami: jedną na mokro, drugą na sucho, i koniecznie także pas przy samej desce rozdzielczej.

Podświetlenie zegarów i ekranu przyciemnia się na noc do minimum, przy którym wciąż wszystko widać. Jasny ekran w środku auta zwęża źrenicę i zabiera widoczność na zewnątrz. Lusterko wsteczne warto przełączyć w tryb nocny — w wielu autach robi to mała dźwignia pod lusterkiem, o której łatwo zapomnieć.

Ustawienie świateł i ich zasięg

Reflektory ustawia się na stanowisku diagnostycznym, a nie na oko pod ścianą garażu. Auto obciążone bagażem i pasażerami z tyłu unosi przód i świeci wyżej, dlatego wiele modeli ma pokrętło do korekty zasięgu obok kierownicy. Na dłuższy wyjazd warto sprawdzić, w której pozycji faktycznie jest.

Światła drogowe są w Polsce wciąż używane za rzadko. Na pustej drodze wojewódzkiej dają ogromną przewagę, bo pokazują pobocze i zwierzęta na kilka sekund wcześniej. Zasada jest prosta: włączać zawsze, gdy nikt nie jedzie z naprzeciwka i nikogo nie ma bezpośrednio przed sobą, i wyłączać bez ociągania.

Tempo, dystans i zmęczenie

Nocą rozsądnie jest jechać tak, żeby droga hamowania mieściła się w tym, co oświetlają reflektory. Przy światłach mijania to zwykle mniej niż się wydaje. Ten jeden rachunek tłumaczy, dlaczego doświadczeni kierowcy po zmroku zdejmują nogę z gazu, choć droga jest pusta i wolna.

Zmęczenie po zmroku przychodzi szybciej i bardziej podstępnie. Objawy są znane: mruganie, poprawianie się w fotelu, niepamiętanie ostatnich kilku kilometrów. Reakcją nie jest głośniejsza muzyka ani otwarte okno, tylko zjazd na parking i dwadzieścia minut z zamkniętymi oczami.

Kiedy po prostu nie jechać

Są wieczory, kiedy najlepszą decyzją jest zostać. Gęsta mgła na nieznanej drodze, marznąca mżawka albo własne samopoczucie po długim dniu to wystarczające powody, żeby przełożyć wyjazd na rano. Nocleg kosztuje mniej niż lakiernik i o wiele mniej niż zdrowie.

Warto umówić się na to z bliskimi zawczasu, zanim sytuacja nastąpi. Kiedy rodzina wie, że czasem dzwonisz i mówisz, że przyjedziesz jutro rano, decyzja przestaje być kłopotliwa. Bez tej rozmowy wielu kierowców jedzie dalej tylko dlatego, że ktoś czeka.

Do zapamiętania

  1. Umyta od wewnątrz szyba i przyciemniony ekran to największa poprawa widoczności nocą.
  2. Jedź tak, żeby zatrzymać się w zasięgu własnych świateł mijania.
  3. Przełożenie wyjazdu na rano jest decyzją kierowcy, nie porażką.