Pogoda i nawierzchnia w trasie
Na jednej trasie z południa na północ można mieć słońce, ulewę, mgłę i pierwszy przymrozek. Ten tekst jest o czytaniu drogi i o tym, jak dopasowywać tempo do tego, co widać przez szybę.
Zaktualizowano 1 października

Deszcz i pierwsze minuty po jego rozpoczęciu
Najbardziej śliska jest droga w kilkanaście minut po tym, jak zacznie padać po długim okresie suszy. Woda podnosi wtedy z asfaltu warstwę oleju i pyłu. Kierowcy, którzy jeżdżą dużo, znają to uczucie: kierownica robi się lekka, a auto reaguje z opóźnieniem na pierwsze hamowanie.
Odpowiedzią jest zdjęcie nogi z gazu i zwiększenie odstępu, zanim będzie potrzebny. Na autostradzie w ulewie warto też przesunąć się na prawy pas i jechać w śladach auta z przodu, bo tam woda jest już rozgarnięta, a koleiny nie zbierają jej tak głęboko.
Koleiny, łaty i nierówne pobocze
Na drogach krajowych z dużym ruchem ciężarówek prawy pas bywa wyżłobiony. W suchy dzień to tylko niewygoda, w deszczu to zbiornik wody, który potrafi ściągnąć przód auta. Trzymanie kierownicy dwiema rękami i lekkie, spokojne prowadzenie sprawdza się tu lepiej niż gwałtowna korekta.
Osobny temat to krawędź asfaltu przy poboczu. Zjechanie kołem na miękki żwir przy siedemdziesięciu na godzinę kończy się szarpnięciem kierownicy. Reakcją jest zdjęcie gazu i łagodny powrót na drogę, nigdy gwałtowny skręt — o tym mówi się na kursie, a przypomina sobie zwykle dopiero po fakcie.
Mgła, której nie widać z daleka
Mgła w dolinach rzek i przy lasach potrafi pojawić się z minuty na minutę, najczęściej nad ranem i tuż po zachodzie słońca. Przednie światła przeciwmgłowe pomagają, tylne bywają nadużywane — włącza się je przy naprawdę ograniczonej widoczności, a wyłącza od razu, gdy się poprawi.
W gęstej mgle nie jedzie się za tylnymi światłami auta z przodu. To wygodne i zdradliwe, bo dystans przestaje być kontrolowany. Lepszym punktem odniesienia jest prawa krawędź jezdni i słupki, a najlepszym rozwiązaniem, jeśli widoczność spada do kilkudziesięciu metrów, jest zjazd na parking.
Pierwszy mróz i mokre liście
Jesienią najniebezpieczniejsze są poranki, w których temperatura kręci się wokół zera. Wiadukty i mosty marzną pierwsze, bo chłodzą się z obu stron. Mokre liście na leśnej drodze zachowują się dokładnie jak cienki lód, zwłaszcza w cieniu, gdzie słońce nie dochodzi przez cały dzień.
Zmiana opon na zimowe to nie kwestia kalendarza, tylko termometru: robi się to, gdy poranki stale schodzą poniżej siedmiu stopni. Opona letnia przy tej temperaturze twardnieje i traci przyczepność nawet na suchym asfalcie, na długo zanim spadnie pierwszy śnieg.
Upał, klimatyzacja i zmęczenie
Latem kabina nagrzewa się do temperatury, w której trudno się skupić. Klimatyzację ustawia się raz, na wartość o kilka stopni niższą od tego, co na zewnątrz, i zostawia w spokoju. Lodowaty nawiew prosto w twarz daje chwilową ulgę i kończy się bólem karku po dwóch godzinach.
Przed wjazdem do rozgrzanego auta warto otworzyć wszystkie drzwi na minutę i wypuścić gorące powietrze, zanim włączy się nawiew. Klimatyzacja poradzi sobie wtedy o wiele szybciej, a pierwsze kilometry pojedzie się bez uczucia duszności, które samo w sobie potrafi zmęczyć bardziej niż godzina jazdy.
Do zapamiętania
- Najbardziej śliska jest droga w pierwszym kwadransie deszczu po suszy.
- Opony zmieniaj według termometru, nie według kalendarza — próg to siedem stopni.
- W gęstej mgle nie jedź za tylnymi światłami auta z przodu; trzymaj się krawędzi jezdni.